Czy na pewno potrzebujesz dietetyka?

Zanim powiem Ci, jak wybrać dietetyka, zastanów się czy naprawdę potrzebujesz jego pomocy. Jeśli wydaje Ci się, że do dietetyka trafiają osoby świadome swoich błędów żywieniowych i chcące je naprawić, to masz rację – tylko Ci się wydaje.

 

 

Większość osób na pierwszej wizycie u dietetyka zaczyna rozmowę od:

„Jem malutko i nie chudnę”
„Tyję z powietrza”
„Próbowałam już wszystkich diet i żadna nie dała trwałych efektów”
„Prawie nic nie jem, a ciągle tyję”
„Stosuję dietę 1600 kcal od 4 tygodni i nie chudnę”
„Zdrowo się odżywiam a waga ani drgnie”

…I dietetycy nie mogą mieć do nich o to pretensji. Ludziom brakuje jasnych, klarownych informacji, które stanowiłyby wiarygodne źródło wiedzy o zdrowym odżywianiu i bezpiecznym odchudzaniu. Szukając wiedzy o zdrowym stylu życia w Internecie, książkach, gazetach i telewizji można trafić na skrajne zalecenia, zdawkowe informacje bez pokrycia w dowodach naukowych i obiecywanie złotych gór (czy raczej szczupłych ud) za sprawą restrykcyjnych diet. Dlatego obiektywna ocena sposobu odżywiania może być utrudniona.

Jak się przygotować do wizyty u dietetyka, jak ocenić czy warto iść do dietetyka?

Zanim pójdziesz do dietetyka i zostawisz u niego swoje pieniądze, sprawdź czy Twoja ocena stylu odżywiania jest obiektywna. Przez kilka dni (co najmniej 3, optymalnie 5, a najlepiej cały tydzień, bo weekendy często rządzą się własnymi prawami) notuj wszystko, co zjadłeś. Możesz wykorzystywać do tego celu aplikacje i strony internetowe (MyFitnessPal, Fitatu, tabele-kalorii) lub kartkę papieru i długopis (bardziej czasochłonny sposób, ponieważ kartka nie policzy automatycznie dziennej kaloryczności i rozkładu makroskładników, ani nie podpowie jak ocenić gramaturę poszczególnych składników).

Po eksperymencie może się okazać, że jadłeś więcej, niż Ci się wydawało. Bo na co dzień nie pomyślałbyś o tych dwóch dodatkowych łyżkach oliwy dodanych do sałatki ani o tym, że do owsianki dodawałeś czubate a nie płaskie łyżki płatków, do kanapek dołożyłeś dodatkowe trzy plastry żółtego sera a w ciągu dnia wypiłeś trzy kubki herbaty słodzone dwiema łyżeczkami miodu. Te niepozorne produkty w niewielkich ilościach zdają się nie mieć znaczenia w skali całego dnia, a dostarczają około 600 kcal. Tym sposobem z diety redukcyjnej może zrobić się dieta na utrzymanie stałej masy ciała.

To czy tak się stanie, zależy od Twojego zapotrzebowania energetycznego i należnej wartości diety redukcyjnej. Przykład: jeśli Twoje dzienne zapotrzebowanie w dni treningowe to 2500 kcal, to należna kaloryczność diety redukcyjnej (75-80% CPM) to około 1900 – 2000 kcal. Jeśli dodamy do tego nadwyżkowe 600 kilokalorii, które naprawdę łatwo można przeoczyć, dostarczysz sobie tyle kalorii, ile spalasz. W tej sytuacji nie schudniesz. Nie dlatego, że „dieta” nie działa, a dlatego, że zjadłeś za dużo w ciągu dnia.

Niezależnie od wyniku analizy, skorzystasz na wykonaniu tego zadania. Jeśli okaże się, że jesz więcej, niż Ci się wydawało, możesz na własną rękę spróbować zmniejszyć dzienną kaloryczność diety (np. poprzez kontynuowanie notowania posiłków w aplikacji i dostosowywanie wielkości porcji do kaloryczności diety redukcyjnej).

Jeśli faktycznie jesz mniej, niż wynosi Twoje zapotrzebowanie kaloryczne lub po prostu chcesz skonsultować się z dietetykiem (żeby doradził Ci jaka kaloryczność diety będzie dla Ciebie najodpowiedniejsza i na co powinieneś zwrócić uwagę planując swój jadłospis) albo zamówić indywidualny jadłospis, to również skorzystasz na notowaniu posiłków. Dla dietetyka Twoje zapiski będą cenną informacją o Twoich upodobaniach, pomogą wypunktować największe problemy i ustalić zalecenia. Dla Ciebie to czysty zysk. Lepiej wykorzystacie czas wizyty, a może nawet unikniesz dodatkowej konsultacji, bo istnieje duże prawdopodobieństwo, że dietetyk sam poprosiłby Cię o notowanie posiłków.

Co, jeśli nie dietetyk?

Skąd czerpać wiedzę na temat zdrowego odżywiania?

Małe kroczki wprowadzane na własną rękę – jeśli jesteś dopiero na początku drogi z odchudzaniem, może się okazać, że wystarczy wyeliminowanie podstawowych błędów, abyś mógł osiągnąć pożądane rezultaty i wcale nie jest potrzebna Ci do tego nadzwyczajna wiedza ani precyzyjnie opracowana strategia specjalistyczne książki (najlepsze są podręczniki akademickie lub książki wydawane przed wydawnictwa funkcjonujące przy uniwersytetach)
zaufane strony internetowe i blogi – niestety trudno jest ocenić rzetelność autora bez odpowiedniej wiedzy, ale w jednym z artykułów podpowiadam jak znaleźć wiarygodne źródła wiedzy w Internecie.

Korepetycje z odchudzania – kurs online mojego autorstwa, którego I edycja zebrała 100% pozytywnych opinii i 100% deklaracji ponownego zakupu (a muszę podkreślić, że opinią postanowiło podzielić się aż 46 z 88 uczestniczek). Kurs uczy krok po kroku wszystkiego, co niezbędne do skutecznego, efektywnego i trwałego odchudzania bez stresu, restrykcji i działania wbrew sobie. To kompleksowy zbiór uporządkowanych porad, wskazówek i narzędzi, który pomaga naprawić relacje z jedzeniem, schudnąć i wypracować zdrowe nawyki na całe życie. Jestem dumna z tego jakie efekty osiągają uczestniczki I i II edycji. Jeśli jesteś zainteresowany (czy raczej: zainteresowana) kursem, zapisz się na listę oczekujących.

Kto może być dietetykiem?

Jedyne istniejące regulacje prawne zawodu dietetyka regulują wyłącznie kwalifikacje osoby, która może być zatrudniona na stanowisko dietetyka w „podmiotach leczniczych niebędących przedsiębiorstwami”. Znaczy to mniej więcej tyle, że w publicznym szpitalu jako dietetyk może pracować wyłącznie osoba po odpowiednich studiach (kierunki: dietetyka lub technologia żywności ze specjalizacją dietetyka licencjat lub inżynier lub mgr). Co z tego, skoro ustawa [1] dotyczy placówek publicznych i już w szpitalu prywatnym przedsiębiorca może zatrudnić na to stanowisko kogo chce? Poradnię dietetyczną może założyć ten, kto chce. Stronę internetową z poradami ten, kto chce.

Zawód dietetyk nie posiada odrębnych regulacji prawnych. Dietetycy wraz z przedstawicielami innych zawodów medycznych walczą o powstanie odpowiedniej ustawy. Ale to potrwa. Fizjoterapeutom zajęło to jakieś 30 lat.

Na stronie internetowej Ministerstwa Zdrowia dietetykiem nazywana jest:

osoba, która ukończyła policealną szkołę średnią i uzyskała dyplom dietetyka
osoba, która ukończyła szkołę wyższą na kierunku lub w specjalności dietetyka realizującą w programie nauczania co najmniej treści kształcenia oraz liczbę godzin objęte podstawą programową kształcenia w zawodzie dietetyk i uzyskała tytuł licencjata lub magistra

Wśród najczęściej zadawanych pytań wg Ministerstwa Zdrowia powtarza się: jakie są regulacje prawne zawodu dietetyk?

ZAWÓD DIETETYKA NALEŻY DO ZAWODÓW, KTÓRE NIE POSIADAJĄ ODRĘBNYCH REGULACJI USTAWOWYCH. OSOBY WYKONUJĄCE TEN ZAWÓD WYKONUJĄ GO ZGODNIE Z UMIEJĘTNOŚCIAMI ZAWODOWYMI, KTÓRE SĄ ROZUMIANE JAKO KWALIFIKACJE ZAWODOWE I NABYWANE W TOKU KSZTAŁCENIA. AKTUALNIE W MINISTERSTWIE ZDROWIA PROWADZONE SĄ PRACE ZWIĄZANE Z OPRACOWANIEM KOMPLEKSOWEGO UREGULOWANIA W JEDNEJ USTAWIE POSZCZEGÓLNYCH ZAWODÓW MEDYCZNYCH, W TYM TAKŻE ZAWODU DIETETYKA. W ZAKŁADZIE OPIEKI ZDROWOTNEJ O ZATRUDNIENIU NA OKREŚLONYM STANOWISKU I POWIERZENIU KONKRETNYCH OBOWIĄZKÓW I UPRAWNIEŃ DECYDUJE PRACODAWCA.

Czyli jedno wielkie blablablabla. Tymczasem…Grażyna z osiedlowej siłowni może napisać na instagramie, że jest dietetykiem. Napakowany chłopak coraz bardziej umięśnionej blogerki może napisać na własnym czole, że jest dietetykiem.
Absolwent arcypoważnego weekendowego kursu online może napisać na swojej oficjalnej stronie internetowej, że jest dietetykiem.

Każdy może podawać się za dietetyka, ponieważ nie jest to zawód zamknięty/licencjonowany (nie jest regulowany odrębną ustawą tak jak np. taksówkarz).

Czy regulacja prawna zawodu dietetyk coś zmieni?

Bardzo chciałabym wierzyć, że tak się stanie. Jednak wierzę przede wszystkim w to, że Polacy to bardzo przedsiębiorczy naród. Ktoś, kto pracował w zawodzie dietetyka (bez odpowiednich, wymaganych w nowej ustawie uprawnień) nie przestanie pracować jako dietetyk. Przestanie to tak nazywać. Zacznie się (jeszcze większy) wysyp doradców żywieniowych, edukatorów żywieniowych, dietoterapeutów i innych dietologów. Więc jak wybrać osobę, która pomoże Ci w odchudzaniu, dostosuje dietę do Twojego stanu zdrowia i oczekiwań oraz pomoże w zmianie stylu życia?

Dietetyk powinien:

  • – przeprowadzić z Tobą dokładny wywiad żywieniowy i zdrowotny przed udzieleniem porady
  • – być empatyczny i wyrozumiały, wysłuchać Cię podczas wizyty, poznać Twoje potrzeby i oczekiwania
  • – znać Twój stan zdrowia – zapytać o wyniki badań, choroby, przyjmowane leki, przeanalizować wyniki badań i dostosować dietę do Twoich chorób (nawet, jeśli bywa to trudne, bo zalecenia do różnych chorób mogą się wzajemnie wykluczać – dietetyk MUSI umieć sobie z tym poradzić)
  • – edukować Cię i wyposażyć Cię w narzędzia i wiedzę, dzięki którym będziesz umiał radzić sobie sam, bez gotowych jadłospisów i konieczności chodzenia na wizyty w nieskończoność
  • – znać podstawy psychodietetyki, umiejętnie motywować, wzmacniać Twoją samodyscyplinę i pomagać w budowie trwałych nawyków, podpowiadając konkretne techniki
  • – przy układaniu jadłospisu wziąć pod uwagę Twoje preferencje żywieniowe, styl życia i oczekiwania a także sytuacje rodzinną – przecież nikt nie ma ochoty gotować na trzy garnki – dla siebie, dla żony i dla dzieci oddzielnie. Zadaniem dietetyka jest UŁATWIĆ Ci życie, a nie UTRUDNIĆ
  • – pamiętać o tym, że choć papier przyjmie wszystko, to człowiek już niekoniecznie – liczyć się z tym, że jego celem jest odchudzenie człowieka, a nie po prostu zmniejszenie obwodu w pasie

Dietetyk nie powinien:

– udawać lekarza – to bardzo niebezpieczny trend, który jest najbardziej widoczny w pracy „dietetyków klinicznych”, którym chyba pomyliły się zawody a już na pewno możliwe kompetencje. Jest to wysoce szkodliwe i świadczy o przerośniętym ego dietetyka – jak można sądzić, że posiada się większe uprawnienia do udzielania wskazówek na temat terapii czy diagnostyki, niż lekarz kształcący się w tym kierunku 6 lat i poświęcający kolejne lata na specjalizacje i rozwój? Jasne, że trafiają się beznadziejni lekarze. Ale jeśli ktoś chce być od wszystkiego, to jest do niczego – w gabinecie dietetyka nie ma miejsca na porady lekarskie! Dietetyk może zasugerować wykonanie bardziej szczegółowych badań, przeprowadzić wywiad dotyczący stanu zdrowia, ustosunkować się do metod leczenia i ewentualnie (jeśli coś wzbudzi jego podejrzenia) zalecić dodatkową konsultację z innym lekarzem wyspecjalizowanym w danym zagadnieniu

– stawiać suplementów ponad jedzeniem – jeśli do zaleceń żywieniowych dietetyk dorzuca długą listę suplementów do kupienia, świadczy to o tym, że a) chce Cię naciągnąć na kasę, b) nie umie ułożyć diety, która pokrywa zapotrzebowanie na substancje odżywcze. W obu przypadkach powiedz mu c’est la vie

– wprowadzać restrykcyjnej diety – Podstawowa Przemiana Materii jest progiem minimum dla kaloryczności Twojej diety redukcyjnej. Jeśli dietetyk proponuje Ci dietę o niższej kaloryczności, powinna zapalić się u Ciebie nie tylko lampka bezpieczeństwa, ale obok niej mrugający ledowy wyświetlacz z melodyjką, wyświetlający napis UCIEKAJ GDZIE PIEPRZ ROŚNIE; Przed wizytą oblicz swoją Podstawową Przemianę Materii. Jeśli proponowana kaloryczność diety ustalonej przez dietetyka Cię zaniepokoi, poproś go o uzasadnienie tej decyzji. Iistnieje kilka wyjątków od tej zasady, ale to naprawdę skala mikro, dotycząca wąskiej grupy pacjentów (lub wyjątkowych okoliczności – niektóre stany chorobowe). Pod opieką dietetyka W SZCZEGÓLNYCH PRZYPADKACH można stosować dietę poniżej PPM, ale dotyczy to osób z bardzo dużą otyłością i często jest łączone ze ścisłą opieką lekarza w trakcie odchudzania. Proszę, zapamiętaj, że należy to do rzadkości i PPM to wartość graniczna (nie mylić z zalecana!) kaloryczności diety redukcyjnej

Dlaczego robią Cię w bambuko?

Moim głównym zarzutem do „dietetyków” wcale nie jest wykonywanie zawodu bez odpowiednich kompetencji. Jest w nim naciągactwo i robienie ludzi w konia, poprzez obiecywanie gruszek na wierzbie i nierealnych rezultatów, które staną się realne tylko wtedy, gdy po drodze zrezygnujesz ze swojego zdrowia. Nie lepszy jest dupoimaizm. Niestety, bardzo często „dietetycy” mają Cię w tej części ciała, o którą tak dbają na siłowni, robiąc przysiady i wznosy bioder. Nie dbają o to, co się stanie z Tobą za rok, za dwa lata i jaki wpływ Wasza współpraca będzie miała na resztę Twojego życia.

Dlaczego robią Cię w bambuko? Opcje są dwie:

Z braku wiedzy – elementarnej wiedzy na temat żywienia i fizjologii organizmu, wiedzy na temat długofalowych konsekwencji stosowania określonych strategii żywieniowych i podstawowych zasad psychodietetyki. Myślą, że robią dobrze, nie mają złych intencji (ale nie ma to dla mnie żadnego znaczenia, bo jeśli ktoś decyduje się na udzielanie porad innych, to powinien zadbać o jak najwyższy poziom własnego wykształcenia, rozwoju i usług!)

Z chęci zysku – kiedy trener lub dietetyk jest fajny? Wtedy, kiedy jego klient szybko chudnie. Podopieczny zadowolony, nie dość, że wróci do specjalisty po więcej porad, to jeszcze pociągnie za sobą koleżanki z pracy i połowę kobiet z najbliższej rodziny. Tylko połowę, bo druga połowa schudła już wcześniej, a przecież teraz wszyscy chcą być chudzi.

No właśnie. Wszyscy chcą być fit a wiele osób jest gotowych płacić za to duże pieniędze. Popyt na usługi trenerskie, dietetyczne i pokrewne jeszcze nigdy nie był tak duży. To jest biznes. Wy, dla wielu osób zarabiających na tym biznesie, jesteście złotą kartą kredytową. Żerują na Waszej niewiedzy, ufności i kompleksach. Swój wizerunek stawiają ponad Wasze długofalowe efekty, bo to one napędzają ich karierę i zasilają konto o kolejne przelewy.

W interesie „dietetyka” czy trenera nie leży zrównoważone odchudzanie, dzięki któremu będziesz lżejszy o dwa kilogramy miesięcznie. Potrzebne są bardziej spektakularne efekty. A jojo? A zaburzenia odżywiania? Nieważne. Przecież przez kilka miesięcy będziesz zadowolony, będziesz polecać swojego specjalistę a może nawet zgodzisz się na publikację swojej metamorfozy na jego fejsbukowym profilu? Coś przestanie działać za kilka miesięcy? Zawsze można obarczyć Cię winą. Bo „nie trzymasz się diety”, „nie słuchasz się zaleceń”, „masz za słabą wolę”, „nie dałeś rady”. Kto by się tym przejmował, skoro na Twoje miejsce jest dziesięciu kolejnych, którzy tak jak Ty kilka miesięcy temu są na początku swojej drogi, będą szybko chudnąć i reagować na restrykcyjną dietę, będą zadowoleni, będą polecać specjalistę swoim znajomym i napędzać sprawnie działającą machinę?

Na rynku da się znaleźć wiele osób, które w swojej pracy kierują się innymi wartościami i dobro podopiecznych stawiają ponad aktualne zyski z działalności. Nie ma nic złego w zarabianiu na pasji. Jestem za tym, aby każdy, kto dobrze wykonuje swoją pracę zarabiał duże pieniądze. Ba! ogromne! Niech się ludziom wiedzie, niech mają możliwość ciągłego rozwoju, poświęcania czasu na naukę (i pieniędzy na dodatkowe szkolenia) – to wszystko nie jest możliwe bez posiadania odpowiednich zasobów finansowych. Ale żerowanie na cudzych kompleksach, nadziejach, zaufaniu i braku wiedzy, to po prostu obrzydlistwo, na które nie znajdę żadnego usprawiedliwienia.

Na szczęście rzeczywistość za parę lat to zweryfikuje. Bum na bycie fit nie minie, ale wzrośnie świadomość i oczekiwania klientów wobec specjalistów. Drogi Czytelniku, cieszę się, że pracujesz na to już dziś!

 

Autor: Monika Grabas

Źródła:

  1.  Rozporządzenie Ministra Zdrowia z dnia 20 lipca 2011 r. w sprawie kwalifikacji wymaganych od pracowników na poszczególnych rodzajach stanowisk pracy w podmiotach leczniczych niebędących przedsiębiorcami( Data wejścia w życie: 2015-07-22)
  2. „Kształcenie innych zawodów medycznych – MZ„
Odżywki i suplementy - porównaj ceny